sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 2

Połowa listopada nie rozpieszczała mieszkańców Rzeszowa. Temperatury spadały poniżej 0 stopni Celcjusza, a pojedyncze płatki śniegu przyklejały się do twarzy przechodniów. Pomimo tego, że miała jeszcze kilka godzin do wyjścia, długowłosa brunetka już od samego rana myślami była przy meczu w hali Podpromie. Nie chciała tam iść. Odkąd usłyszała pomysł ojca o miejscu dla vipów i kibicowaniu jego podopiecznym nie mogła spokojnie spać. Perspektywa spędzenia kilku godzin w zamkniętym, dusznym i tętniącym życiem pomieszczeniu nie napawała jej optymizmem. Widok kilku tysięcy ludzi przyprawiał ją o mdłości, jednak wiedziała, że nie może, że nie powinna mu odmawiać. Robiła to zbyt wiele razy, przez co sprawiała mu przykrość i niejednokrotnie zawodziła jego zaufanie.
Spoglądnęła na śpiącą Julię, przelotnie uśmiechnęła się do córki i podeszła do dużego, wysokie lustra, która zajmowało połowę ściany w pokoju dziewczyny. Jestem Zuzanna. Mam 20 lat, piękną córkę i tutaj kończy się to, co mam. Nie mam pracy, przyjaciół, pieniędzy i planów. Nie skończyłam studiów, nie pracuję, boję się własnego cienia i nadal chcę się zabić - wyszeptała i przetarła zmęczone oczy. Pomimo pewnego azylu, który czuła od kilku dni, bezpieczny sen nie przychodził. Co noc miała ten sam okropny sen. Każdej nocy przeżywała na nowo to, o czym tak bardzo starała się zapomnieć. A teraz? Teraz miała założyć klubową koszulkę jakiegoś faceta, przykleić na twarz uśmiech i udawać, że wszystko jest w porządku. Udawać, że znowu jest 18-letnią Zuzanną, której jedynym zmartwieniem jest zbliżająca się matura z matematyki.

Nie przywiązywała uwagi do tego, jak wygląda. Nie po tym wszystkim, co przeszła. Długie, proste, brązowe włosy pozostawiła bez większej ingerencji w ich strukturę. Czarne legginsy i koszulka w biało-czerwone pasy z numerem 16 stanowiła jej dzisiejszą garderobę.

-A co z Julą? - z nadzieją w głosie zapytała ojca, który przyszedł sprawdzić, czy obie panie są już gotowe. -Przecież ogłuchnie od tych wszystkich krzyków.

-O to się nie martw, mam coś dla niej - stwierdził, i z uśmiechem wskazał na kolorowe słuchawki, które swoją dźwiękoszczelnością zabezpieczały słuch. - Nic jej nie będzie.

-Super - z wymuszonym uśmiechem odparła i obiecała, że za pięć minut zejdzie na dół.

Ciepłe śpioszki, torba z pampersami, nosidełkiem, butelką i smoczkiem dla małej były już gotowe. Jedynie mała, słodko śpiąca królewna niechętnie przyjęła wiadomość o opuszczeniu ciepłego mieszkania. Ja też wolałabym pospać, uwierz mi - odparła Zuza i delikatnie przeniosła córkę do nosidełka.

-Zuzka, bo spóźnię się na własny mecz - niecierpliwił się Kowal.

-Bez Ciebie nie zaczną - odparła i najszybciej jak potrafiła ubrała siebie i córkę w ciepłe kurtki.

Droga na Podpromie minęła im w błogim milczeniu. On, zatroskany o przebieg meczu i końcowy wynik nie umiał skupić się na niczym innym. Ona, zmartwiona ilością ludzi w pomieszczeniu i perspektywą spotkania z jej dawnymi znajomymi nie mogła myśleć o niczym innym. Po 10 minutach byli na miejscu. Bez problemu przeszli obok ochroniarza, który wskazał im tylne wejście i życzył powodzenia. Przyda się - pomyśleli oboje.

*

-Andrzej, na litość boską, w ostatniej chwili - krzyknął Ogonowski ,który od dwudziestu minut przechodził prawdziwą palpitację serca. -Jeszcze kilka minut i oddalibyśmy walkowerem, co się z Tobą dzieje?

-Przepraszam, nie mogłem, później porozmawiamy - odparł Kowal i pobiegł do stolika sędziowskiego, by podpisać przedmeczowy protokół i zgodnie z obowiązującym go prawem przywitać się z drużyną przeciwną.

Nastroje wśród rzeszowskiej drużyny nie były zbyt optymistyczne. Do ostatniej minuty zawodnicy martwili się o nieobecność trenera, bez którego mecz nie mógłby się odbyć. Na domiar złego, kapitan Mistrzów Polski skarżył się na silne bóle pleców, przez co nie mógł stawić czoła ich sportowym rywalom.

-Pit, weź się chłopie do roboty, opuściłeś trzy kolejki do serwowania - z zdziwieniem zauważył Igła. -Co Ty, na wakacjach jesteś?

-Ta jego córka jest naprawdę ładna - stwierdził, po czym z niechęcią odwrócił wzrok od brunetki, która nieporadnie próbowała zagwarantować bezpieczne miejsce dla swojego skarbu.

Igła przeniósł wzrok na postać, która od kilku dni była głównym tematem rozmów w ekipie z Rzeszowa. Odkąd wróciła bił się z myślami. Była dla niego jak córka, ale sytuacja w której obecnie się znajdowała powstrzymywała go przed jakimikolwiek ruchami. Nieśmiało uśmiechnął się do Zuzki, gdy ich spojrzenia się skrzyżowały. Kobieta odwzajemniła uśmiech i pomachała do libero, który z ulgą stwierdził ,że jest lepiej niż się tego spodziewał.

*

Tysiące wiernych kibiców, tysiące par oczu, w których nadzieja wylewa się strumieniami. Tysiące zaciśniętych kciuków, zdartych do bólu gardeł i wiara, która zawsze ją zaskakiwała. Siedząc w pierwszym rzędzie skazywała się na konfrontację z znajomymi twarzami, które nieśmiało spoglądały w jej kierunku. Fala wspomnień spadła na nią tak nagle, że gdyby nie ciężar Julii na jej kolanach, zapewne osunęłaby się z krzesełka i wylądowała na twardym parkiecie. Wygrane mecze, smak porażki, mistrzostwo i łzy - wszystko mieszało się w jej głowie, powodując niesamowity ból. Zamknęła oczy i uspokoiła oddech. Myślała o tym, że nie może się poddać, nie teraz, kiedy wszyscy tak bardzo na nią liczą. Wzrokiem dostrzegła Igłę, który nieśmiało spoglądał w jej kierunku. Uśmiechnęła się, po raz pierwszy od tak dawna zrobiła to szczerze. Był dla niej jak drugi ojciec, którego podobnie jak własnego - zraniła i rozczarowała. Porozmawiam z nim- obiecała sobie i z uwagą zaczęła obserwować rozpoczynający się hit kolejki.

Mecz rozgrywany w hali Podpromie był wyjątkowo nierówny. Obie drużyny podeszły do niego bardzo zdenerwowane, co skutkowało porażającą ilością błędów. Przy stanie 2:0 dla Jastrzębia, zniecierpliwiona Julia zaczęła domagać się dodatkowej rozrywki. Brunetka obróciła ją twarzą do siebie i podnosząc co jakiś czas do góry, starała się nie przegapić najważniejszych momentów tego spotkania.

-Nooo Jula, tam Twój wujek piłkę odbija, dziadek z nerwów wychodzi, wytrzymaj jeszcze - szepnęła w kierunku szkraba, który z niechętną miną i grymasem na twarzy próbował uwolnić się z wielkich słuchawek. -Nie dziwię się, jakby mi coś takiego założyli też bym się wkurzyła - stwierdziła i zdjęła z uszu dziewczynki zielone ochraniacze.

Pomimo usilnych starań, rzeszowianie przegrali w trzech setach i zanotowali pierwszą porażkę w tym sezonie. Widziała, że każdy z nich na swój sposób stara się pogodzić z stratą punktów i czuła, że nie powinna zakłócać ich spokoju. Usadowiła na swoich kolanach Julkę, która ciekawa nowego otoczenia rozglądała się na wszystkie możliwe strony. Raz po raz, zwracała uwagę wychodzących z sali kibiców, którzy zdziwieni obecnością tak młodego fana siatkówki z uśmiechem machali do dziewczynki.

-Ledwo się pojawiła i już namieszała, kibice zamiast w kolejce do mnie ustawiają się do Ciebie - wesoło rzucił Igła, który nie wiadomo kiedy pojawił się obok niej. -Cześć Zuzka - spojrzał pewnie w jej oczy.

Targały nią różne emocje. Poczuła się tak strasznie głupio, tak podle żałowała tego, w jaki sposób urwała tą przyjaźń. Bez zbędnych słów przytuliła się do libero, który zaskoczony reakcją dziewczyny przez kilka chwil nie wiedział jak ma się zachować.

-Przykro mi z powodu meczu, widziałam, jak bardzo wam zależy - odparła, gdy uwolniła się z objęć zawodnika. -Wiesz, że to dopiero początek drogi i że nie wolno myśleć o tym, co było ale co będzie?

-Tego mi brakowało najbardziej, wiesz? - przerwał jej zawodnik. -Twojego śmiesznego analizowania moich błędów w obronie - uśmiechnął się i ponownie przytulił brunetkę. -A teraz, może przedstawisz mi tą piękną damę spoczywającą na Twojej prawej dłoni?

Spojrzała na Julkę, która zaciekawiona tłumem kibiców żwawo ruszała rączkami.

-Jula, wujek Krzysiek chciałby pokazać Ci jak wygląda świat z wyższej perspektywy - odparła i zaśmiała się, z czego sama była niezmiernie zdziwiona.

-Boooże, Zuz, jaka ona lekka - z zdziwieniem odparł zawodnik. -Chodź do wujaszka, już ja Cię podtuczę, szkrabie kochany.

-O nie Igła, zapomnij, ona nie będzie taka gruba jak Ty! - z udawanym oburzeniem rzuciła brunetka i po raz kolejny tego wieczoru uśmiechnęła się w stronę siatkarza. -Będzie piękna, szczupła i inteligenta, po mamusi - dodała.

-Chciałabyś - wtrącił, po czym przeniósł wzrok na Julkę i postanowił zapoznać ją z resztą klubowych zawodników. -Mogę, prawda? - zapytał, i nie czekając na jej reakcję udał się w stronę rozciągających się graczy.

*

-Panie i Panowie, Panowie i Panie, przestawiam Wam Miss hali Podpromia - z uśmiechem zakomunikował Igła i usiadł obok Lotmana. -Tu ma rączki, nóżki, a tu noooooosek - zaznaczył, łapiąc za niego dziewczynkę, co wprawiło ją w szczery uśmiech.

-Czeeeść, chodź do wujka Lotmana - z przyklejonym do twarzy uśmiechem odparł Amerykanin i wyciągnął ręce ku małej dziewczynce.

-Lotman, najpierw zgól wąsy i naucz się po polsku. Za duży szok dla takiego dziecka - odparł Igła i ruszył w kierunku Nowakowskiego, który razem z Drzyzgą przeżywali jeszcze gorycz porażki. -Jula, zobacz jaki duuuuuuuuży wujek, ten to by Ci dopiero perspektywę z lotu ptaka zapewnił.

Oczy dwóch zawodników przeniosły się na postać Ignaczaka, który z drobnym bobasem na rękach wesoło przemierzał całą halę. O ile wyższy z nich uśmiechnął się na ten widok, rozgrywający Mistrzów Polski z niechęcią spoglądał na ten obrazek i nie kryjąc się z swoimi uczuciami odwrócił się w drugą stronę, by w spokoju móc dokończyć pomeczowe rozciąganie.

-Cześć piękna, jak masz na imię? - z nad wyrazm słodkim głosem zapytał środkowy, co rozśmieszyło stojących obok zawodników. -No co no? - oburzył się. -Do dzieci trzeba mieć podejście! -To co, powiesz mi jak Ci na imię?

-Uważaj Pit, bo jeszcze przemówi. Ona ma kilkanaście tygodni - ironizował Igła. -O, popatrz Jula, a tutaj wujek Fabian rozciąga płetwy. -Fabian, poznaj tę oto młodą damę.

-Igła, daj już spokój, nie mam nastroju - rzucił siatkarz i z złością spojrzał na kolegę z drużyny. -Latasz z tym dzieckiem jak pajac, właśnie dostaliśmy porządne lanie od Jastrzębian, Ciebie też to nie obchodzi?

Zdziwiony Ignaczak spojrzał na rozgrywającego, który z każdym zdaniem podnosił głos. Niespokojny ton Drzyzgi zdenerwował dziewczynkę, która po kilku minutach bezradnie rozciągnęła rączki i zaczęła płakać.

-Wyluzuj, bo nawet dzieci się Ciebie boją - odparł Nowakowski, który odprowadził wzrokiem odchodzącego od nich Ignaczaka. -Ta mała Ci nic nie zrobiła.

-Ja jej też nie - z przekąsem rzucił Drzyzga. -Po prostu nie lubię dzieci, a już na pewno nie kilka minut po przegranym spotkaniu.

Tak naprawdę od kilku tygodni nie lubił nikogo i niczego. Nie mógł odnaleźć samego siebie, nie mówiąc już o rozumieniu osób trzecich. Uśmiechające się twarze zawodników kilka minut po przegranym meczu rozbudziły w nim jeszcze więcej negatywnych emocji. Zamiast analizować porażkę, każdy z nich zachwycał się dzieckiem, które przyniosła jakaś małolata. Nie rozumiał tego. Nie rozumiał niczego, co ostatnio działo się w jego życiu.

*

-Chyba za dużo emocji, jak na dzisiaj - skwitowała, zabierając od Igły płaczącą Julkę. -No juuuż no, już dobrze myszko, żaden olbrzym nie będzie Cię już męczył.

-Drzyzga ją przestraszył, okres mu się chyba spóźnia, bo od kilku dni jest nie do wytrzymania - zaśmiał się libero, a w ślad za nim poszła brunetka. -Uciekam Zuza, muszę się przebrać i wrócić do domu, Iwona mnie zabije jak się spóźnię na kolację. Porozmawiamy, prawda?- zapytał, na co dziewczyna twierdząco pokiwała głową.

-Trzymaj się i pamiętaj, następnym razem wygracie do zera!

Odprowadziła libero wzrokiem i uśmiechnęła się do córki, która powoli przestawała płakać. Odszukała sylwetki zawodnika z numerem 11 - tego, który miał wywołać płacz i niepokój u jej córki. Podczas gdy analizowała jego postać, siatkarz odwrócił się w jej stronę i wzrokiem przeszył brunetkę. Złość i nienawiść, która wydobywała się z jego oczu speszyła ją na tyle, by odwrócić się w drugą stronę i udawać, że zaistniała sytuacja nie miała miejsca. Co ja mu zrobiłam? - zapytała samą siebie. Wysłała sms-a do ojca, w którym poinformowała go, że poczeka przed wyjście z hali i nie zastanawiając się nad zaistniałą sytuacją ruszyła przed siebie.
_______________________________________________________________________________

Odcinek drugi za nami.
Szczerze mówiąc chciałabym już przeskoczyć o kilka rozdziałów do przodu, bo mam świadomość, że początki zazwyczaj są nudne i...męczące.
Ale, co się odwlecze to nie uciecze!
Zapraszam do czytania i komentowania - to mobilizuje i sprawia, że szybciej tworzę kolejne rozdziały.
Pozdrawiam, Majka :)

niedziela, 23 listopada 2014

Rozdział 1

Marmurowe schody. Ciepła, przytulna kuchnia z elementami brązowego drewna. Duży, przestronny salon i kręte schody na piętro.
Rozłożenie domu znała niemal na pamięć, lecz pomimo tego, widok rodzinnego schronu po ponad rocznej nieobecności spowodował w niej falę wzruszeń i nieodgadnionych emocji.

-Spójrz kochanie, to Twoje nowe królestwo - szepnęła do rozglądającej się na wszystkie strony dziewczynki.-Tutaj nareszcie będziesz bezpieczna.

Rozpakowała większość swoich rzeczy, których nie ukrywając - było jak na lekarstwo. Gdy 13 miesięcy temu wybiegła z tego pomieszczenia, zabrała ze sobą tylko kilka drobiazgów, które wydawały się być najpotrzebniejsze. Szybko jednak okazało się, że to co najpotrzebniejsze zostawiła tutaj, w domu. W domu pełnym miłości i uczucia, zrozumienia i opieki, za którym tak niesamowicie tęskniła.
Zmęczona usiadła na kraju łóżka i spojrzała na Julię. Dziewczynka bezpiecznie leżała w wózku, który ze strychu przyniósł dumny dziadek. Otulona różowym kocykiem smacznie miętoliła smoczka, który był jej wiernym towarzyszem. Brunetka uśmiechnęła się nikle i wzięła na ręce swoją córkę. Złożyła przelotny całus na czole dziewczynki i postanowiła zejść na dół.

-Idziemy stawić czoła rzeczywistości - szepnęła do Julki i swoje kroki skierowała do kuchni, gdzie od dłuższego czasu bez celu krzątał się jej ojciec.

-Już nie śpi-z uśmiechem odparł mężczyzna i nieśmiało podszedł do dziewczyny. -Mogę? - zapytał wskazując na Julię.

Wyglądali razem jak pełna, szczęśliwa rodzina. Dumny ojciec i dziadek, w towarzystwie córki i wnuczki, która zaciekawiona nową osobą szczegółowo analizowała zarost mężczyzny.

-Do tej pory dotykała tylko mnie, więc Twoje kolące włosy są dla niej nie lada zagadką- zauważyła brunetka i uśmiechem skwitowała zaistniałą sytuację.

-Ma Twoje oczy. I uśmiech- odpowiedział ojciec, co podbudowało na duchu jego córkę.
Bała się. Nerwowo spoglądała na poznającą się dwójkę i próbowała zacząć tak trudną dla nich rozmowę. Co ma mu powiedzieć? Sory tato, byłam młoda, głupia i naiwna? Uciekłam z zamiarem usunięcia dziecka, ale niespodziewanie wróciłam z córką? Mętlik w głowie i narastające w niej napięcie zagęściło atmosferę w kuchni. Jedynie nieświadoma niczego Julia wesoło uśmiechała się do dziadka, który wymyślając coraz to śmieszniejsze miny to płaczu rozweselał dziewczynkę.

-Tato, możemy porozmawiać?

Mężczyzna przeniósł wzrok na córkę, która ewidentnie biła się z myślami. Nie było mu łatwo. Umierał ze strachu przez ostatnie miesiące. Śmierć żony, ucieczka córki i prowadzenie klubu Mistrzów Polski było nie lada bagażem, który musiał samotnie dźwigać. Skinął wolno głową i nie wypuszczając z objęć wnuczki usiadł naprzeciwko brunetki.

-Pewnie chcesz zapytać dlaczego i po co? - cichym tonem głosu zaczęła Zuzanna. -Nie pytaj, sama tego nie wiem. Za każdym razem, gdy spoglądałam w lustro i widziałam swoją twarz miałam ochotę zbić je w drobny mak i więcej na nie nie spojrzeć. Czułam wstręt, obrzydzenie, odrazę.
Mężczyzna milczał. Wiedział, że ta rozmowa wiele znaczy dla nich obojga. Widział, jak dużo sił i nerwów kosztuje ją to, by otworzyć się przed nim i opowiedzieć o uczuciach, które wolałaby wymazać.

-Gdy dowiedziałam się, że jestem w ciąży...byłam pewna, że załamał się cały mój świat. Nie chciałam mówić, nie chciałam nawet myśleć o tym, że mogłabym zostać mamą- westchnęłą i z miłością spojrzała na córeczkę. -Nie rozumiałeś tego, nikt mnie nie rozumiał. Wydawało mi się, że gdy opuszczę dom, przyjaciół, że gdy znajdę się daleko stąd to łatwiej będzie mi zapomnieć, podjąć tę decyzję, pogodzić się z tym, że zrobię coś, za co wszyscy będą mnie winić.

W kuchni zapanowała głucha cisza. Nawet mała Julia, która nie rozumiała powodu płaczu swojej mamy i zatroskanej miny nowo poznanego dziadka czuła, że nie powinna przeszkadzać tej dwójce. Jedynym dźwiękiem, jaki rozlegał się w murach mieszkania był stary, drewniany zegar z kukułką - prezent od Joanny, matki Zuzy.

-Znalazłam dobry, dość tani gabinet ginekologiczny- po chwili przerwy kontynuowała. -Przed głównym zabiegiem lekarz powiedział, że musi zrobić rutynowe badanie USG, by sprawdzić stan płodu i wybrać odpowiednią metodę na zakończenie jego życia. Walczyłam z sobą jak mogłam, ale po dłuższej chwili spojrzałam na ekran. Gdy pielęgniarka wskazała na rączki, serduszko i główkę dziecka...coś we mnie pękło. Zeskoczyłam z fotela i tak szybko jak znalazłam się w gabinecie, tak szybko go opuściłam. Przez 7 miesięcy pracowałam w sklepie, żeby zarobić na czynsz, jakieś jedzenie. Potem z wiadomych względów musiałam zrezygnować.

-Zuza, odchodziłem od zmysłów. Dlaczego nie wróciłaś od razu? Nie musiałaś nigdzie pracować, na litość boską, dziecko!

-Bo nie wyobrażałam sobie życia tutaj! - podniosła głos brunetka. -Wśród tych wszystkich spojrzeń współczucia, niemych gestów i głosów. Nie chciałam litości i ciągłego przypominania mi o tym, że w wieku 20 lat zostałam matką. Nie w ten sposób, nie tak...

Czy zrozumiał? Rozumiał to za duże słowo. Mógł tylko wyobrażać sobie co czuła przez te wszystkie miesiące. Mógł tylko domyślać się jak bardzo cierpiała. O ile ból fizyczny minął szybko, psychika jego drobnej córki przez długi czas platała jej figla. Otarł samotnie spływającą łzę i w szczelnym uścisku zamknął brunetkę.

-Już dobrze skarbie, już dobrze - spokojnym tonem głosu wyszeptał. -Najważniejsze, że wróciłyście obie. Że jesteście całe, zdrowe i bezpieczne. Nawet nie wiesz jak bardzo mi Ciebie brakowało.

*

Hala Podpromie od kilku dobrych minut po raz kolejny w tym tygodniu zamieniła się w obóz treningowy najlepszych siatkarzy w Polsce. Żmudne ćwiczenia, które miały udoskonalić grę poszczególnych zawodników nie przykuwały uwagi nawet połowy z nich. W zasadzie to nie było rzeczy, która przykuwałaby ich uwagę. Myśli każdego z nich skierowane były w stronę niedzielnego spotkania, która określane było mianem "na szczycie". Piąta kolejka rozgrywek PlusLigi przyniosła bowiem rzeszowianom nie lada przeciwnika. Do Rzeszowa przyjeżdża zespół z Jastrzębia, który od kilku sezonów prezentował się nienagannie.

-Niko, złap wyżej, musisz brać pełniejszy rozpęd - korektował II trener Resoviaków.

-Niko, idealnie, z rozpędem trafiłeś w punkt - zaironizował Bułgar, czym rozbawił stojących obok siatkarzy. -Wolę jak Kowal krzyczy, niż jak Ogonowski na siłę chce być miły -stwierdził, po czym ponownie ułożył się w pozycji typowej dla atakującego.

Kowal jednak nie krzyczał. Z miną typową dla humanistycznego człowieka renesansu siedział na ławce dla rezerwowych i tylko od czasu do czasu wtrącał swoje drobne, tak naprawdę nic nie znaczące uwagi.

-Zakochany, czy jak? - zapytał Pit, który po prawie dwudziestominutowym spóźnieniu nie musiał nawet usprawiedliwiać swojej nieobecności. Ba, Pit nie biegał nawet karnych kółek.

-Mógłby tą miłość odłożyć na trochę później - z pogardą w głosie odparł rozgrywający Mistrzów Polski. -Za dwa dni mecz, a on od wczoraj rozumie piąte przez dziesiąte.

-Podobno córka wróciła, Igła mówił, że mu nawiała - po raz kolejny wtrącił Nowakowski, który przyjął zasadę "Wszystko, tylko nie trening"
.
-Stary, jak dla mnie może witać nawet zmartwychwstałego chomika. Ja nie bujam w obłokach jak tutaj przychodzę - zakończył rozmowę Drzyzga i z żółto-niebieską piłką w dłoni powędrował w kierunku boiska.

Ostatnie dni nie były dla niego zbyt łaskawe. Falująca dyspozycja, kłótnie z dziewczyną i presja zwycięstw przytłaczała młodego gracza. Teraz, właśnie teraz, gdy wszyscy powinni być skupieni na niedzielnym spotkaniu z Jastrzębiem, połowa zawodników migała się od ćwiczeń, a trener bujał w obłokach i chodził z przygłupawym uśmiechem na twarzy. Lepiej było, gdy szukał tej małolaty. Przynajmniej twardo stąpał po ziemi - pomyślał, i kolejny raz tego dnia uderzył piłkę w siatkę.
_________________________________________________________________________________
Pierwsza odsłona za nami! :)
Niesamowicie cieszę się z faktu, że z każdym dniem przybywa nowych czytelniczek.
Zachęcam do komentowania i pozostawiania czegoś po sobie, bo to naprawdę motywuje.
Kolejny rozdział już niebawem.
Pozdrawiam, Majka :)




poniedziałek, 17 listopada 2014

Prolog

Przesuwając swoją sylwetkę do przodu, z każdym kolejnym krokiem głosy odbijanych od parkietu piłek nasilały się, powodując u brunetki coraz to większy niepokój. Z olbrzymią gulą w gardle i nosidełkiem w rękach, powolnym krokiem zmierzała ku bocznemu wejściu, by w spokoju móc chociaż przez chwilę przyglądnąć się jego sylwetce. Wróciła, od tak. Po roku życia w ukryciu i maskowaniu swojej przeszłości postanowiła stawić czoła rzeczywistości. Spojrzała na nosidełko, w którym smacznie spał jej największy skarb na świecie. Jej nadzieja, szansa i ostoja. Przez jej twarz przemknął nikły uśmiech i wiedziała, że przyjazd do Rzeszowa był jedną z najrozsądniejszych decyzji jakie mogła podjąć. Nieśmiało pociągnęła za klamkę i z przerażeniem wypisanym na twarzy ruszyła w stronę boiska. Kilkanaście żółto-niebieskich piłek odbijanych przez kilkunastu siatkarzy nie zbudziło jej córki, za co w duchu dziękowała opatrzności. Przystanęła w bezpiecznej odległości i czujnym wzrokiem zaczęła badać sylwetki zgromadzonych w hali, by w końcu trafić na tą, dla której przejechała ponad dwieście kilometrów. Niepewność, żal i wzbierające w niej poczucie winy podsuwały jej wszystkie możliwe sposoby ucieczki, jednak strach, jaki odczuwała od kilkunastu minut sparaliżował jej ciało na tyle, że oderwanie wzroku od mężczyzny graniczyło z cudem. Przez dłuższą chwilę analizowała jego osobę. Uśmiechał się, rozmawiał z siatkarzami, czasami nawet robił śmieszne miny, za którymi tak bardzo tęskniła. Od czasu do czasu podnosił głos, co tak bardzo nie pasowało do jego sposobu bycia. I właśnie wtedy, gdy jeden z zawodników uderzył piłkę w zupełnie przeciwnym kierunku niż powinien, brunetka poczuła na sobie JEGO wzrok. Początkowe niedowierzanie, które malowało się na twarzy mężczyzny jeszcze bardziej sparaliżowało dziewczynę. Kilkuminutowe mierzenie się wzrokiem i nieme spojrzenia sprawiły, że wszystkie wątpliwości i obawy powróciły ze zdwojoną siłą. Gdy odwrócił się do swojego współpracownika i gestykulując tłumaczył jakąś sprawę, w jej oczach zgromadziło się kilka łez, które wolnym strumieniem zaczęły spływać po bladych policzkach dziewczyny. I podczas gdy dźwięk odbijanych na hali piłek ucichł, a gromada zawodników spiesznie podbiegła do butelek z wodą, sylwetka zbliżającego się w jej kierunku mężczyzny napawała ją coraz większym poczuciem winy i bezsilności. Kilkanaście sekund później, zamknięta w szczelnym uścisku żarliwie przepraszała za swoje zachowanie i prosiła o wybaczenie, bo to właśnie po nie przejechała tak długą drogę.

-Zuza, tak niesamowicie się o Ciebie martwiłem - z żalem i nikłą pretensją w głosie wyznał mężczyzna. - Nawet nie wiesz ile czasu poświęciłem na to, by Cię odnaleźć.

Spojrzenie brunetki uciekło w bok, gdzie w małym, czerwonym nosidełku drzemała miesięczna Julia.

-Nie wróciłam sama - cichym szeptem odparła dziewczyna i zatrzymała wzrok na córeczce. -Ja... musiałam...Nie mogłam...

-Zaczekaj- przerwał jej mężczyzna.-Chcesz mi powiedzieć, że..

-Tak. To Twoja wnuczka, tato.

Przez chwile, niesamowicie krótką chwilę, pomiędzy córką a ojcem zapanowało milczenie. Kilkanaście minut później, na ustach Andrzeja Kowala pojawił się ogromny uśmiech, któremu towarzyszyły łzy wzruszenia. Odzyskał ją. Odzyskał je. Po 13 miesiącach udręki i poszukiwań przytulał do siebie córkę i wnuczkę, o którą tak długo walczył.

-Wiem, że nie powinnam wtedy uciec, że mogłam zostać w domu, posłuchać Twoich rad i chociaż raz w życiu zachować się odpowiedzialnie, ale to spadło na mnie tak nagle, tak szybko..Ja, ja..- z żalem i rozpaczą w głosie wyrzucała pojedyncze wersy. Czuła, że musi przeprosić i wytłumaczyć się z ostatnich kilkunastu miesięcy. Fakt, że była wyrodną córką nie podlegał jakiekolwiek dyskusji. Jednak sytuacja, jaka spotkała już ponad rok temu zniszczyła ją jeszcze bardziej, niż mogłoby się wydawać.

-Zuza, spokojnie, oddychaj - z czułością w głosie przerwał jej ojciec. -Porozmawiamy o tym później, w domu. -Boże, masz lodowate ręce! - krzyknął, gdy dotknął rąk dziewczyny. -Usiądź tutaj, za dwadzieścia minut kończę, zabiorę was do domu.

Zanim oddalił się w stronę boiska, przykucnął nad czerwonym nosidełkiem i delikatnie przytulił śpiącą dziewczynkę. Nie zrobiła tego-pomyślał. Nie usunęła ciąży.

*

Na pomarańczowym boisku wrzało od dzikich jęków i głosów. Czternastka zawodników żółwim tempem przesuwała się na swoje pozycje i z nadzieją w oczach spoglądała na zegar odmierzający czas do końca uporczywego treningu. Nic więc dziwnego, że pojawienie się wysokiej brunetki z nosidełkiem w rękach przykuło uwagę każdego z nich. Poziom zdziwienia i zdezorientowania wzrósł, gdy do kobiety podszedł sam trener, czule witając się z kobietą.

-A ta to kto? - z zaciekawieniem w głosie rzucił Lotman. -Tak jakbym jej nie kojarzył. Żona? - spojrzał na swoich kolegów.

-Żona Kowala nie żyje, paciulaku - z dezaprobatą odparł Nowakowski. -O, przyniosła mu dziecko!

Kilkanaście zdziwionych par oczu odwróciło się w kierunku, który palcem wskazał środkowy rzeszowskiego zespołu. Trener ich drużyny z uśmiechem na ustach przytulał wysoką brunetkę, po czym przeniósł wzrok na nosidełko i czule dotknął skrywanego w nim maleństwa.

-Może kochanka? - łamanym polskim zaproponował młody Bułgar, który kilka sekund później żałował swego wywodu, obrywając od Igły niezbyt świeżym ręcznikiem.

-To chyba Zuzka, córka Kowala - odparł Ignaczak i z uśmiechem na ustach dorzucił -Zuziątko wróciło!

_________________________________________________________________________________

Troszkę inaczej, niż miałam w planach.
Nowy blog, nowy projekt, nowe postacie i wątki.
Serdecznie zapraszam do komentowania! ;)